Głowa do góry. Jutro będzie gorzej...
środa, 23 grudnia 2009
środa, 02 września 2009
niedziela, 30 sierpnia 2009
sobota, 01 sierpnia 2009

Dla ciebie mógłbym zrobić wszystko,

smażyć jajecznicę, zostać optymistą,

nawet w renówce wymieniłbym koła,

nie bluźnił na innych, chodził do kościoła,

wina bym nie chlał, wódki nie ruszył,

stronga czasami z konieczności osuszył,

posadził roślinki w naszym mieszkaniu,

by było nam w nim w niczym brzozowym gaju,

przestałbym kłamać, uwodzić za nosek,

bo jestem mały Tartuffe Świętoszek,

nauczył się tańczyć czardasze i walce,

niczym Travolta w sobotniej bajce,

uwierzyłbym nawet w durne horoskopy,

i zączął je czytać od świtu do nocy,

gdybys wieczorami zasypiała zdołowana,

śpiewałbym ci serenady do rana,

a rano podawał śniadanie do łóżka,

by zaspokoić rządze twego brzuszka,

myłbym cię co dzień od głowy i rączek po stópki,

nie pomijając innych miejsc twej osóbki,

dla ciebie polubiłbym nawet dzieci,

choć szczerze nienawidzę tej całej gawiedzi.

Żyło by nam się cudnie jak w raju,

bo jesteś fajną dziewczyną .....

zmieniłbym się, choć tego nie zrobię,

skoro mnie nie chcesz... choć wiedz, że mogę.

P.S. Jeśli znasz mnie trochę i masz IQ większe od 10 to w miejsce kropek w wierszu, wpisz se coś odpowiedniego.

P.S.2. Dostałem kosza, krótko mówiąc. Wszyscy wierzyli w coś, w co ja i tak przegrałem od samego początku. Ja już wcześniej znałem odpowiedź. I zawsze mam rację, jeśli tak mi się zdaje. Wszystkim życze szczerości i otwartości jaką posiadam (przepraszam za brak skromności). Kochasz kogoś. Powiedz mu to. Nienawidzisz. Strzel go w kły. Lepsza najgorsza odpowiedź, niż życie ukryte w milczeniu. Zapamiętaj to zdanie.

I jeszcze jedno. Dziękuję wszystkim osobom za przybycie. Tych, którzy nie mogli przybyć rozumiem. Nie gniewam się na nikogo i do nikogo nie mam żalu. Jeśli będę miał, na pewno wypomnę to komuś w cztery oczy. Jakem brzenek ;]

piątek, 31 lipca 2009

Osiemnastkowa spowiedź i przynudzanie...

Z samej góry zaznaczam, że dzisiejszy tekst będzie nudny i skierowany do określonej grupy ludzi. Znaczy się przeczytam go sobie po napisaniu i będzie dobrze.

Na początek trochę formalności. Jestem Damian. Z Lubrańca. Jak to dumnie brzmi. Większość jednak woła mi po ksywie Brzenek bądź Vito. Moi rodzice to Grześ i Agatka. Kiedyś opowiem wam jak się poznali, bo jest to opowieść wciągająca niczym kolejne odcinki "Mody na sukces". Urodziłem się w Radziejowie, ale moi rodzice postanowili przeprowadzić się do małego miasteczka, Lubrańca. Z dzisiejszego punktu widzenia cieszę się, że los potoczył się właśnie tym torem.

 

Dzieciństwo spędziłem właśnie w Lubrańcu i stwierdzam, że było bardzo udane. Nie byłem rozpieszczany (i chwała za to), ale nie byłem karcony za byle gówno. Smak piwa poznałem predzęj, niż nauczyłem się wiązać buciki. Sentyment do tego napoju pozostał do dziś. Zresztą nie tylko do napoju, ale do ludzi, których tutaj poznałem. Jak już wspomniałem to tutaj żyłem i  wychowywałem się od najmłodszych lat. Tutaj nawiązałem znajomości, które trwają do dziś prawie przez osiemnaście lat, bądź troszkę krócej. Gdyby nie niektóre osoby, dzisiaj zapewne kiblowałbym w jakiejś klasie, zginąłbym w jakimś wypadku, strzeliłbym sobie w łepetynkę bądź byłbym w zupełności nikim. Choć myślę, że i teraz jestem nikim ważnym. Nie pamiętam dokładnie kogo, gdzie i w jakich okolicznościach poznałem, to napiszę to co pamiętam i wymienię niektóre osoby.

 

Były to czasy przedszkola, a pierwszym z moich najlepszych kumpli został Piotr Danaburski, Dynek później przezywany Zdunkiem. Pamiętam jak pewnego wieczoru przyszedł do mnie wymienić się dyskietkami na Pegazusa (taka gra, jakby ktoś nie wiedział). Tak zaczęła się nasza znajomość, która trwa do dziś. Zdunek był zawsze bardziej przebojowy, odważny i sprytny, przez co w czasach młodości ratował nas dwóch z przeróżnych opresji. Choć Zdunek popełnił kilka błędów, a ja obrabiałem mu dupę za plecami to razem puściliśmy pewne sprawy w niepamięć. Nasza przyjaźń przetrwała do dziś i rad jestem z tego bardzo. Dziękuję.

 

W pewnym okresie mojego życia Zdunek poznał mnie z Łukaszem Łączkowskim, Łączkiem. Było to gdzieś około pierwszej klasy gimnazjum. Graliśmy sobie w piłkę, we trzech na szkolnym boisku i Zdunek na chwilę zostawił nas samych. Z czasem Łączek został jednym z moich najlepszych przyjaciół. Wciągnął mnie również w pewien nałóg, mianowicie wędkarstwo. Choć czasami bluzgamy się jak wściekłe koty i wyzywamy jak zaciekli wrogowie, byśmy za chwilę rozmawiali normalnie jak starzy dobrzy przyjaciele. Łączek nie był bogaty, nie był prymusem ani geniuszem, jak sam zawsze podkreślał. Był szczery, lojalny, dowcipny i normalny. Tyle właśnie starczyło abyśmy się polubili. Dziękuję.

 

W tym samym czasie Łączek poznał mnie ze swoim kumplem z podwórka Marcinem Wojciechowskim, Bońkiem lub Bonsonem. Bonsona znałem krócej niż Zduna czy Łączka. Był najstarszy z nasz wszystkich i myślę, że również najmądrzejszy. Dobrze radził sobie w szkole. Mimo tego był normalny i łatwo było się z nim dogadać. Boniek ma swoje racje i poglądy z którymi czasem się nie zgadzam, jednak nie przeszkadza nam to we wspólnej przyjaźni. Pozdrowienia dla ciebie ;] Dziękuję.

 

Kolejnym znajomym został Dawid Twardowski, Twardoś. Poznałem go przez przypadek. Włóczyłem się po mieście z Łączkiem i Bonsonem i miałem iść do domu, gdy oni postanowili go odwiedzić. Spieszyło mi się ale postanowiłem, że pójdę z nimi. Z dzisiejszego punktu widzenia nie żałuję, że tak zrobiłem. Twardego znam najkrócej z przedstawionych dotychczas osób, nie przeszkadza nam to jednak przyjaźnić się. Dziękuję.

 

Gdy grałem jeszcze nałogowo w piłkę w gimnazjum poznałem jednego z moich najlepszych przyjaciół. Był nim Janek Wojciechowski. Próbowaliśmy razem na gg zebrać skład do gry, jednak pogoda nie umilała nam życia, więc nasza konwersacja trochę się przedłużyła. Przedłużyła się tak, że dzisiaj nie ma chyba rzeczy o której nie rozmawialiśmy. Zaczęło się od głupiej rozmowy a dzisiaj znasz chyba całe moje życie prywatne (jeśli w ogóle coś takiego posiadam), moje poglądy, przemyślenia, hasła do kont, skryte marzenia i cholera wie co jeszcze. Myślę, że znasz mnie najlepiej z całej reszty. Jesteś jedyną osobą, która mogłaby mnie zdyskredytować w oczach innych tak, że powiesiliby mnie za jaja. Ufam ci bardziej niż komukolwiek. Nie napiszę dziękuję bo wiem, że lubisz to słowo tak bardzo jak ja.

 

W ciągu tych osiemnastu lat poznałem trochę ludzi i dużo czaso zajęłoby mi opisywanie każdej znajomości z osobna. Gdybym miał dzisiaj więcej czasu, a nie mam, wymieniłbym i opisał więcej osób. Skupiłem się na najważniejszych dla mnie osobach. Jeśli pominąłem kogoś ważnego (a na pewno tak zrobiłem), proszę o przypomnienie. Jestem już stary, głupi i mam słabą pamięć. Wybaczcie. Za znajomość na dobre i złe, wspolnie spędzone chwile dziękuję:

Damianowi Żurańskiemu

Dawidowi Piernikowi

Kamilowi Stasiakowi

Pawłowi Daroszewskiemu

Dawidowi Czerwińskiemu

Mariuszowi Tyc

Bartkowi Ładzińskiemu

Adamowi Gnieweckiemu

Wojtkowi Andrzejewskiemu

 

Chciałem pozdrowić i podziękować klasie "c" za 6 lat nauki w podstawówce.

Chciałem pozdrowić i podziękować klasie "c" za 3 lata wspólnej nauki w gimnazjum. Była to najlepsza klasa do jakiej miałem szansę uczęszczać. Nigdy nie zamieniłbym jej z własnej woli, na żadną inną. Gdybym miał okazję cofnąć czas, by przeżyć z wami te 3 lata jeszcze raz, zrobiłbym to bez zastanowienia. W szczególności z klasy dziękuję Dawidowi Rosołowskiemu, Patrykowi Lewandowskiemu, Krystianowi Popielińskiemu, Szymonowi Pawłowskiemu, Dorocie Brokos, Karolinie Kubiak, Sylwii Madajczyk i Marcie Rybowskiej. Byłbym też głupcem gdybym znowu zapomniał wyróżnić Doroty Stasiak, naszej kochanej sprzedawczyni ze sklepiku. Zawsze umilała nam czas, a my robiliśmy to samo.

Chciałem pozdrowić i podziękować klasie AH za dotychczasowe 2 lata nauki. W szczególności dziękuje Agnieszce Ziółkowskiej, Hani Szyburskiej, Karolinie Cichockiej i Martynie Urbaczewskiej. Za to, że jesteście... i nie tylko ;]

Chciałem podziękować składowi "Miszalnia" za wspólne degustacje piwa i mecze.

Chciałem podziękować tym, o których teraz zapomniałem. Dziękuje także wszystkim tym których znam, a których nie chce mi się wymieniać. Leszcze jedne.

 

Co do mojej osiemnastki. Niektórzy zadają sobie pewnie pytanie, czemu nie dostałem/dostałam zaproszenia. Nie zrobiłem imprezy na 200 osób z prostej przyczyny. Nie stać mnie. Gdybym był bogaty to ręczę moimi resztkami wątroby, że zrobiłbym taką i większość bawiłaby się u mnie. Mam jednak o 180 miejsc mniej. Czułem się jak ojciec, który ma pięcioro dzieci i 3 bileciki na mecz. Nie był to dla mnie łatwy wybór, ze względu na szeroki zakres ludzi, których znam. Myślę jednak, że żadna osoba nie dostała ode mnie zaproszenia przypadkiem bądź niesłusznie.

 

Urodziny osiemnastkowe ma się jeden raz w życiu, mimo wszystko nie udało mi się zebrac na nich wszystkich tych, na których mi zależało. Nie mam żalu do poszczególnych osób o to, że nie, mogą przybyć. Rozumiem. Każdy ma swoje życie, sprawy do załatwienia itd.itp. Mam jednak żal do kogoś lub czegoś, że jak zawsze nic nigdy nie idzie po mojej myśli. Szczerze mówiąc nie pamiętam już dnia w, którym wszystko poszłoby po mojej myśli, zgodnie z moim planem. Nie przesadzam.

 

Jeśli ktoś ma jakiś problem, życzenie bądź prośbę niech napisze. Nie obiecuję, że zrobię wszystko, ale wyprawiam te pieprzone urodziny i z tej okazji zamierzam być bardzo grzeczny, pomocny i miły... No i ksywa Don Vito. Sama za siebie mówi, nieprawdaż? ;] To by było na tyle.

 

P.S. Dzisiaj robię tylko osiemnastkę. Urodziny mam 2 września [ziewa2]
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Grudzień 2009 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31